Sunday, May 27, 2007

to nie mój tekst ... ale pozwole sobie...:)

trzymanie za reke to najsubtelniejsza forma zniewolenia!
już od małego ktoś trzyma nas za ręce...
rodzice, panie przedszkolanki, partnerzy na studniówce!
WYPIERDALAĆ!
nasze zaciśnięte pięści są nasza odpowiedzą,
kiedy każda kolejna wyciągnięta dłoń w naszym kierunku,
jest jak karabin wroga wolności!

mhhyyyy, co wy na to?
dzięki panie Olo.
Niechęć

Dość

Stop

Ja

Ty

Niedokończona kolacja........nieokreslona relacja....chaos...nieopowiedziana znów....

(złych snów, głuchych słów,ust, rąk, zinów...dystans)

Odbierz ten pieprzony telefon

Którego nie wykonałam…

Zadzwoń tam gdzie nic

Nie dzwon więcej…


Nigdy na start

Odwyk zakończony niepowodzeniem

Krew nie płynie


Jeszcze nie

Czas



-------------

Zniknęłaś…w miłości nie swojej…
To było nie o mnie....
Twój znak
Moja nie zapisana historia…
Miłość dziewczyńska
Zbyt
Duża
Za
Mała
Zbyt
Kochana
Za
Ciskana


ręka nie wyciągnieta,
zniewolona,
porzucona,
obalona
teoria,
skrócona,
odwrócona,
na wspak
nie tak!
nie tak!
nie
Ale…


....dla ostrej dziewczyny co często płacze:)



Tuesday, May 15, 2007

Saturday, April 28, 2007


ladys and gentleman!!!
i would like to introduce my new machione, *blueberry with soy milk*:)
i m folling love...



mhhhyyyy
the best couple.... my and my bike:) face like geperd(cheetah).. ..its was some how funny bike incident....
i dont drink at all but from time to time its nessesary to come up to the pavement....:)

Sunday, April 22, 2007

Drogie dziewczęta i chłopcy!

19.05 2007 w Warszawie organizujemy pierwsze warszawskie SYMPOZJUM ZINOWE,

na które serdecznie Was zapraszamy.

ZINE to publikacja stworzona przez grupę lub jednostkę, które chce wyrazić się w niedrogi, osobisty i diy’owy sposób. Jako wydawca/wydawczyni zina (ziniarz, ziniara:)) masz całkowitą kontrolę nad produkcją, wyglądem i zawartością swojej publikacji. A poza tym jest to świetna zabawa!
Wbrew pozorom kultura zinowa w Polsce ma się całkiem nieźle, a ta impreza będzie okazją do zapoznania się z nią.

Na całym świecie regularnie odbywają się podobne spotkania wydawców/czyń i czytelniczek/ków. Nasze sympozjum zinowe jest imprezą, poprzez którą chcemy zaprezentować kulturę zinową, niezależne wydawnictwa książkowe, komiksowe, dystrybucje oraz samych twórców i twórczynie zinów i innych wydawnictw literackich.
Poza tym będzie to również okazja do zapoznania się z rozmaitymi niezależnymi inicjatywami i ideami o charakterze politycznym.

Planujemy całodniową, bezpłatną imprezę, podczas której będą miały miejsce warsztaty (m.in. diy książki, wspólne tworzenie zina), wykłady (G8, o kobiecych zinach), wystawy, pokazy filmów a także kiermasz wydawnictw i dystrybucji, czytelnia zinowa, freeshop, bezpłatny warsztat i porady rowerowe.

Zapraszany serdecznie wszystkich twórców/twórczynie zinów! Przyjeździe ze swoimi wszystkimi publikacjami. Na miejscu możecie urządzić stoisko, aby sprzedawać, wymieniać się, rozmawiać z czytelnikami.

Zapraszamy serdecznie wszystkie osoby prowadzące dystrybucje z zinami i literaturą, wydawnictwa książkowe, niezależne księgarnie. Sympozjum będzie dla was okazją do sprzedawania swoich pozycji.

Zapraszamy wszystkie osoby zainteresowane zinami, książkami, kulturą diy, rowerami, do przyjścia, wzięcia udziału w warsztatach, wykładach, obejrzenia wystaw.

Zapraszamy też osoby, które nigdy się tym nie interesowały, nie wiedzą o co w tym wszystkim chodzi. Będzie okazja, żeby to sprawdzić:).

revenge of the nerds

SYMPOZJUM ZINOWE

19.05.2007 Warszawa, godz 13-20

Klub MANDALA Ul. Emilii Plater 9/11, w podwórku

www.mandalaklub.com

www.revengeofthenerds.bzzz.net

www.myspace.com/revengeofthenerdsdistro

Tuesday, April 17, 2007


rower, rower, rower...korby(durache:), koła...piasty, łąncuch...nic innego ostatnio nie robie tylko jeżdze i gadam o rowerach...zwariowałam totalnie....już wkrótce wrzuce tu zdjęcia mojego przemienionego cudu na dwóch kółkach:) puki co jezdze dzieki jednemu ziomalowi na pieknym ostrym...bez hamulca...życie bywa piękne!

"Kiedy widze dorosłego na rowerze, nie rozpaczam nad przyszłością rasy ludzkiej" G.H. Wells



no dobra przyznaje się...kocham się w Janku Kozie....w jego obrazkach na pewno...ta realistyczna brzydota postaci...dla mnie szał...kreska i historie na prostej lini...
a przy okazji jak by ktoś miał cheć zobaczyć wystawe o kupie i odbycie...to zachecam do odwiedzenia CSW...po za tym można tam zobaczyć nową wystawe Karola Radziszewskiego...mocny stafff....
i rózowe kominiarki:)

Tuesday, March 27, 2007

...............i co teraz......................

Wednesday, March 07, 2007

I raz i dwa, i jest warszawa, warszawka, wielka wszawka, odbija mi się lekka na razie czkawka...

Tu widzimy hc kids, co to muze old i new skulowa w sercach chowa. Czasem jakiś iks na ręku się trafi, , czasem vegan tez można dodać do tej mieszanki, hc śmietanki. Vansy, dickisy, carheart I inne firmy to znaki rozpoznawcze tej części idylii.

Obok, nieopodal, całkiem blisko widać z oddali kominy z sali koncertowej na elbie. Tam i nie tylko tam, punk załoga się bawi, wystrzałowa. Rządzą tu ćwieki, czarna moda, mina zacięta chyba czasem jest obowiązkowa. Pijesz albo śmierdzisz jak to mówią sobie ziomale w tych kręgach, se punk to raczej biały kruk. choć nie ma to tam to, bo dostane manto, że aż tak własne gniazdo kalam i mit boskości punk obalam właśnie i nie w czas i nie na temat, ale cóż taki jest real. Tam mosh deje, cakes brigades, show no merci tez na boku coś kręci, ponoć podkład pod mosh i podryw święci i inne tego typu mutacje, szał hc, metal i rock dewiacje, metal zajmujący szczególna miejscówkę w sercu mym jest ceniony, po tej stronie, części zaciśniętej pięści,

ale każdy sobie rzepkę czy marchew skrobie.

Wzajemna niechęć i streotypy rosną , może taki już czar i urok tego miejsca, warszawka nie umie inaczej. Ja na krawedzi gdzieś się chowam, za punkowa na hard core, za hard corowa na punk. Pozostaje mi tylko xnudnadziewczynax być. Mój punkt obserwacyjny nie jest na pewno precyzyjny, bo subiektywny niewątpliwie ale z sentymentów prawie odarty i teoria podparty nie spiskowa bynajmniej. W końcu warszawianin rasowy jest nadęty, uprawia gwiazdorkę i się wozi...i pewnie ja tez nie pozostaje wobec tego obojętna, w końcu ma mama namiętna tu mnie powiła, dobra dziewczyna..

Czasy zielonych festiwali, stodołowych koncertów, rozpierdoli, se festów w Podkowie Leśnej minęły bezpowrotnie, nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem sojowym. Tak to dziś wygląda i takie są zasady gry. Ci sobie, tamci sobie a my nudziary sobie, mimo, ze założenia były solidarnościowe, idealistyczne, społeczne myślenie, kolektywne działanie i inne fajne teorie są dobre, ale w małej grupie, bo na kupie to znów refrenu musi się powtórzyć strofa i nie ma co z fusów wróżyć, już.

Każdy sobie rzepkę czy marchew skrobie

Chrup, chrup, chrup, trup, strup mi się tylko od drapania się w głowę zrobił, co by tu począć, co by zmiany nastały i solidarność została scenowa ustalona, wypracowana, wygrana, tez jakkolwiek. Ale chyba ze mnie idealistka niepoprawna i tekst ten to bardziej stwierdzenie faktu niż próba zmiany, na jakieś dobre przemiany nie będzie, piekło jest tu, jak powiedział mi kiedyś ktoś, zatem niech każdy sobie rzepkę czy marchew skrobie, bo nawet la lucha nic nie podpowie. Jak i z kim żyć, pić czy nie pić, pozostaje tylko tyć tylko na veganie tyć...:)

oto slamik napisany juz dawno temu ale nadal i pewnie zawsze bedzie aktualny...have fun...

Saturday, March 03, 2007




...ostatnio żyje na niezłym haju...gorączka daje ciekawee fazy...ale nie polecam...:) mimo to nie traciłam czasu i choć ostatnie 6 dni z rzędu spędziłam w pracy to nie obyłam sie bez: książeczek...komiksików....i oczywiście muzy:)
to tyle panie p.
katar ssie pałe!!!!!

Sunday, February 18, 2007

Thursday, February 15, 2007

rysunki bordeuxxx a tekst laluxxx
split sztuk by nudnedziewczyny...

Monday, January 29, 2007

znalazłam to u jednego ziomala na fotologu i pozwole sobie użyć to tu...inspirujace troche a jak sie doda do tego nieodłaczną Ataxie....i powstaja takie emo teksty... dobre pewnie na zime:)...

Czas na odwyk...nie będzie łatwo, ale nikt nie obiecywał, że ma być..

Czas na mnie samą nastał dawno, ale nie wiedziałam z tego nic, pewnie nie było chęci widzieć,

Czas na ...sama nie wiem już na co...ja sama dla siebie tak mało ważna czasami....problem nie zniknie jak zmieni się temat albo odwróci wzrok....wszystko takie trudne...trup wlecze się za mną nieubłaganie, drugi siedzi w szafie...mam tego dosyć...przemocą jest skazywać nas czasem na ten świat...i teraz niech mi ktoś powie, że pro-life jest dobry....mord w oku, nóż zaczyna toczyć pieśń...

Odwyk, odwyk, przerwa, wakacje, grrrl power na afiszu, grany co dnia spektakl, monodram pewnie...szkoda czasu na nie Mnie, szkoda chwil, posłanych w pustkę z adresem nieznanym, szkoda, ze serce jest...czasem,

„miejsce dla kobiet” czytane dwa razy, może w końcu zainspiruje na tyle,

intelekt jedynym słusznym polem walki, walcz Mała, teraz! , już pora najwyższa!.

niemoc to za małe usprawiedliwienie, nauczysz się więcej, kolejny punkt odhaczysz, starych panien szeregi inspirujące znacząc.

Menstruacyjna proza najlepsza, jutro popłynie pewnie krew. . .pisząc mnie światłem kurewskiej płci, dymanie, chuj, dupa, cyce, chuj, chuj, chuj, chuj...pierdolone dylematy, skurwiałe myśli – won!

Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa, 1,2,3,4,5,6...10...pora na ogarnięcia moment, przecież to nie koniec jeszcze, mojej opowieści, treści różne jeszcze przede mną...milion pomysłów, ideii, planów, marzeń, tych pięknych mózgu skażeń.

Nie ma litości dla chujowych gości - jak miałam przyjemność śpiewać dawno temu,

nie ma litości dla chujowych myśli i nie ma już litości dla chujowych treści też.

I raz i dwa znów swe życie idę wygrać ja. To już jak mantra....

Może razy sto będę musiała sobie to powtarzać aż zaskutkuje i wykiełkuje la lucha wolna...

Nie zaczadzona, spokojna, niezależna z własnym sercem w piersi, bijącym,

tętno dla mnie samej już tylko toczącym.

Czas na odwyk, zły dotyk to ta love wszędobylska aura..

Czas na mnie samą

Czas na...

....to też przez taka jedna mądrą pania..co to męczy ale zawsze inspirująco i słusznie pewnie ...

Friday, January 26, 2007

Saturday, January 13, 2007

its how princes on the stage making show,
usually we are more nice...dont be scared it's only music...



monster & lion

Saturday, January 06, 2007

dosyć, marudzenia, smucenia, syfienia swojej głowy.
pora na zmiane tematu, kierunek inny obieram,
w królewne nauki na jakis czas sie wciele role,
no finiszu gdy już tytuł królewski, naukowy, zdobede,
wyprawie bal, w kwiaty przestrzeń przybiore,
uśmiechać sie będe do bólu aż, ze szczęscia i ulgi,
bo ile można,
walczyć, podbijać, króżganki zdobywać,
systemem małych kroczków nie bede sie juz powstrzymywać,
wprawdzie jak pisze TO, czyli rymuje, podśpiewuje sobie czasem tu też,
zamiast terrorystce kolejnej, rozpisać cyrograf, i niemożliwy autograf,
zina przy okazji rozpisując,
powodując, przerwki miłej i małej czas,
sama siebie do walki zagrzewam, recznik podaje w noarożnik własny,
co po za schematy wystaje i wcele nie jest taki osamotniony i ciasny.
walcze, to chyba najlepsze określenie, na terminów goniących oblężenie,
promotor, niczym władca pasował mnie na rycerke, bym niczym z loży masońskiej swej
tajemniczej, spróbowała swych wyliczeń, dywagacji, inteligencji, mediacji teorii.
miecz ciąży niemiłosiernie, ale znów pora go podnieśc,
co by światło wpuścic,
do biblioteki świata, krytyką feministtyczną tysiąclecia mizoginni i patriarchatu odkupić,
najwyższy już czas, pora nastała, nie jestem pierwsza niewiastą masonerią sie feminolska
parającą, nie bede też ostatnią, co na łopatki chce rozłożyć niczym z matriksa matinią,
antropologie kultury, z mej natury wojowniczej i łobuzerskiej, bierze sie ta cała chec,
na słowną i wręcz, walke często z cieniem, stereotypem ukrytym,
żartem tylko, czy językiem bezsensownie użytym.
zatem ustawiam sie na start kolejny raz, tym razem ostatni, dosyć mam serca matni,
rozum zawsze był bardziej w cenie,
wieć niech to oblężenie bedzie kujońskie, masońskie,
po prostu moje i już nie takie niemożliwe.
takie me życzenie na dziś, realnie wreście prawdziwe.

Thursday, January 04, 2007

Ta historia nie ma jeszcze zakończenia, początek ledwo wszedł, a już mogę chyba napisać o tym smutną piosenkę, serce pękniete delikatnie, ego obniżyło swoje loty o pare pozimów gry. Następny etap nie pewny, tak , nie, nie, tak, tak, tak, nie, nie, nie nie nie...jebane odpowiedzi, których nie mogę sama wymyślić, jebani chłopcy, którzy nie potrafia wyrażać się jasno, i jebana ja, że się wkręciłam nie wiadomo, kiedy i jak. Kolejny rozdział, życia, kolejny level, zaliczam z niewiadoma ilością punków. Szkoda, ze nie można się nie zakochiwać, emo realizować w słowie, na strunach basu, czasu, a nic zawczasu nie zwali z nóg. Mogłabym w dziewczęciu się jakim chociaż wkońcu zauroczyć, ale niestety wedle kinseya i innych realizuje raczej hetero projekt człowiek, w tą na standardzie wedle niektórych podziałake się wpisuje. Szkoda. czasami.(27.12.06)



...jakoś trudno było mi to opublikować..na ogół sie nie cenzuruję a tu wraz z tym love slam-tekstem, pąs na twarzyczke wyjechał, rączka zasłoniła policzki a z ust padło "o nieee'", a dziś we śnie na domiar złego latałam...co nie zdarza i sie często ostatnio, a latanie...hmmmyyy...no wiadomo, nastolatko/pamietniczko/uroczy styl i temat. no i we śnie wszystko, było tak jak w holiwoodzkich produkcjach z meg rayan z dobrym zakończeniem...dis-lovers historii - pozytywny koniec... laluxxx...


Saturday, December 30, 2006

To nie jest żadne pieprzenie, to nie jest dymanie nie w planie i nie na temat

Jak po raz ktoś z oddali się żali, że to dziewczyny tylko, że beton party, feminizm to faszyzm i inne takie bzdety

To ja się już się tylko śmieje na takie epitety

Jak to mówią nie ma co się w tańcu jebać i grzebać w gównie też się zupełnie nie opłaca a śmiech to zdrowie każdy zapewne ci to powie

Zatem malkontencie z kąta swego niezrozumienia i krytyki,

Nie mam ochotysłuchać i na zimne czy ciepłe dmuchać

Też już nie będę

Jak nie rozumiesz i nie wiesz, że czasem tylko dziewczęce inicjatywy są fajne

To już nic cie nie przekona,

Tylko twoja ignorancja cie kiedyś pokona

A wtedy to już chuj, dupa i cyce

I tyle wiesz ile zjesz,

A że mnie i moje życie ignorujesz to się dowiesz wkrótce,

Co pokrótce, wyżej i niżej i przed i po powiem ci to głośno.

Jesteś na nie, nie jara cię ta nasza Lady Fest i fest lady zabawa?!

Twoja strata z mojego snu na pewno nie jesteś, nie jesteś z mojego snu i ani mru, mru już;

Jak jestesmy takie betoniarskie, feminolskie z kolskiej i nie tylko, jak ani nas obejść ani przeskoczyć,

To nie słuchaj co mówimy, nie patrz co tworzymy i nie baw się,

Tylko siedz w domu i po kryjomu układaj swoje teorie spiskowe,

Na feminolską krowe co prawde ci w oczy powie,

Jak nie słuchasz, nie czaisz, nie czytasz zinów i książeczek mądrych czasami - to nie ruchasz – też się może zdarzyć,

Taka prawda brutalna i taka ja lojalna,

Z ignorantami się nie zadaje, bo kto z nimi przystaje

To mu nie staje..

O nie?!

Czy pzresadziłam, czy przegiełam właśnie twoim zdaniem,

Tym tekstem, tym całym o ruchaniu gadaniem?

No cóż, dziewczyny też potrfią ostro coś zripostować i rzeczywistość obserwować,

Cytować twoje także wypowiedzi,

Czasem warto pomyśleć razy sto, bo po, po nie w czasie,

To sunią nazwać, sztuki, laski i dupy to jest zawsze na czasie i modne i trendi w mowie twej,

Pokaż cyce, ściagaj majty – chętnie! Tylko pokaz jak robisz to ty, nie pokretnie, obojętnie i bez wstydu,

Jak tak to szacun, ale jak nie to fuck off and die!

I bez jaj mi tu nie wylatuj,

Tylko siebie czym prędzej i język swój i rozum własny ratuj.

Wednesday, December 13, 2006



riga..after the fight gig, boys was making a b-box and i couldt stop my self to do not join:) diy music like samba on the demonstrations or like rubbish instrumenst, punk orchestra, people in this city are great and crazy at this some time...

*music, music, music,
no exucse,
you, me,
trash, breath,
magic or noise
dosnt matter,
sound pleasure
in little pieces*


Thursday, December 07, 2006

A oto krótka recenzja muzyczna, obyczajowa, kij w mrowisko kulturze alter i punk/hc trendom. Recenzentka pragnie przeprosić, wszelkie złamane serca, przekreślone ideały i inne tego typu historie. Czciałabym zrecenzować boys on tour, znacie ten zespół? Hehe nie ma takiego albo i jest, ale to nie tym będzie mowa. A wiec jest pewien ruch społeczny, sytacja się wytważa, czy głupota wskakuje na deski sceny, czy jak tego nie ładnie lub ładnie, nie ubierać w słowa gładkie. Chłopaki na trasie zapominają o ideałach, inteligencji, dziewczynach z którymi są, a które miło i fajnie czekają na nich w domu. Na trasie liczy się grupa ludzi z którymi się jeżdzi i gra na instrumencie oraz zabawa przednia, jeee….. rock and roll… a wiec, nie będę się bawić, w wymienianie kto, co poczynił, z jakiego jest zespołu itd. Choć pewnie niktórzy z was, z wypiekami czekają właśnie na to. Nie ma co palurem brudnym, w smarze rowerowym ubabranym wskazywac winnych. Niestety w miłym i poniekąd idealistycznym światku punk i hc i rock, i co tam jeszcze sobie herbatniki życza, sztuki ludzkie potrafia zabawić się ostro, z racji trasy, zabawy, i innych tego typu ekstra bzur. No to troche wieśniacko sympatie swą zdradzać na trasie będąc, z dziewczyna poznana przypadkiem o imieniu nieznanym, a jak by nasza jednorazowa kochanka, jeszcze za nami pojechać chciała dalej, to już mina żednie i jakoś się nie fajnie robi od razu. Nie gadam raczej od rzeczy, bo na własne szare oczka widziałam tego typu historie. Jak się zadymało kogos, to choc szacunek i prawde, fajnie takiej osobie wyartykułowac, przed aktem grzesznym bądź nie, bo po, po nie wczasie, to już tylko głupio nawet się do kibla schować, bo na scene trzeba wskoczyć, co by pokrólować z basówa swą. Myśle ze seks jest fajny i z tym nie mam zamiaru zmierzac się tematem, ale inteligencja i szczerość, też jest w cenie, od zawsze poniekąd. Nie ma co się w mickiewicza adama zabawiać i ruchac wszystko co się nawinie, a ziomali dookoła mamić, że niby „rewolucja i ja to jedno!”; i jak powstanie wybuchnie, to w burdelu na granicy polsko-białoruskiej (to wedle dzisiejszej mapy) się schować, a przyjaciół na klęski pastwe zostawiać bez słowa. Inne opowiastki, z tego tematu nasuwaja mi się znowu, z autonomii zeszytu przepisze zaraz kartki. Zespół, tym razem z europy na trasce będąc, w każdym mieście, sztuka ludzka jedna z jego szeregów z busa wysiada, gra koncert by po, co wieczór dziewczyne podrywać też. itd. Itp. Znowu pragnę zaznaczyc, że przeciwko flirtom bynajmniej nie jestem, me anarchistyczne korzenie, mogą być alibi dla tych treści. Ale jakoś znowu głupio wychodzi, jak chłopak z zespołu dziewczynie innej co noc słodzi, że miłości szuka i chyba znalazł właśnie w mamionej ofierze takową i już zmęczony jest otwartymi zwiazkami i dymaniem co bądź i co popadnie we własnym mieście. Znowu do ściemy się czepiam, bo oszukiwanie i na miłość bajerowanie, to dla mnie podstawówą i gimnazjóm śmierdzi na kilometr. Wtedy to jeszcze można by było wybaczyć, bo romantyzm kuty na polskim, romanse i komedie romantyczne na dużym i srebrnym ekranie są grane. Ech. Panowie , i ech panie… niestety nie mam zadnych hostorii o paniach na trasie robiących wioche, ale pewnie i takie też są i to też nie jest, nie potępione słownie tu dziś. Słyszałałam też o innych historiach, ale nie będę się bawić w szczegóły i o plotke potrącać. Gry w butelke, flirty kiepskie, dymanko za manko sztuki scenicznej jakoś tak mi nie brzmi to z punk obrazem idealistycznym, który mam w swym sercu i w głowie i w zinach ponad stu na półce. Po raz kolejny nie tylko dziś zachecam do myślenia nad tym co się robi przed a nie po. To chyba łatwe zadanie domowe.

la lucha some time ago...have fun:)

Sunday, November 19, 2006